Trzeciego dnia imprezy budziliśmy się ze smutnym przeświadczeniem, iż dziś trzeba będzie się spakować i, niestety, opuścić ten przybytek gamingowej rozpusty. Nie załamywaliśmy się jednak i po odbębnieniu tradycyjnych porannych obrzędów prysznicowych rozpoczęliśmy trzeci i zarazem ostatni dzień czwartej edycji Xbox Fun Day.
Następnego dnia, po przebudzeniu, nadszedł czas na kolejne atrakcje. Najpierw jednak wypadało wskoczyć pod prysznic i się nieco odświeżyć. Nie było z tym większego problemu, gdyż każda toaleta, zarówno damska, jak i męska posiadała po kilka kabin. Zaraz potem skoczyliśmy na darmowe śniadanko w postaci drożdżówki i soku. Cóż, niektórzy z nas musieli jeszcze później nieco dojeść. Pogoda nadal płatała nam figle i przelotnie pojawiał się deszcz, lecz my nie poddawaliśmy się i postanowiliśmy wziąć udział w kolejnych atrakcjach.
Tegoroczny zlot miłośników konsoli Xbox 360 odbył się w Podlesicach w malowniczej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. W przeciwieństwie do poprzednich lat impreza miała charakter zamknięty, ograniczony do pięciuset uczestników. Wejściówki na imprezę były darmowe, jednak można je było zdobyć tylko i wyłącznie w konkursach organizowanych przez różne serwisy internetowe związane z branżą gier wideo. O ile zamknięty charakter imprezy odpowiadał większości zainteresowanych, o tyle wystawianie wejściówek w samych konkursach spotkało się ze sporą dezaprobatą. Wolałbym za nią najzwyczajniej w świecie zapłacić, ale może jednak organizatorom szczególnie zależało na tym, by na zlot przybyli ci, którym szczególnie na tym zależy i czują się z konsolą Microsoftu?
Witajcie! Podczas gdy pozostała część redakcji bawi na Xbox Fun Day, ja – jako „świeża krew” na pokładzie – zostałem przydzielony do czyszczenia pokła… ekhm… pilnowania, aby osoby nieobecne na imprezie Microsoftu nie zanudziły się przed monitorami.
Poruszę dzisiaj temat być może dla niektórych oczywisty, ale o tyle ważny, że już teraz wpływa na politykę wydawniczą dużych firm. Mowa o retrogamingu. Nie jest bowiem niczym dziwnym fakt, że ludzie, którzy zaczynali swoją przygodę z grami 10-20 lat temu, zazwyczaj z rozrzewnieniem wspominają swoje pierwsze, ukochane tytuły. Ciągnięci siłą sentymentu za podróżą do przeszłości gracze już od lat sięgają po „DeLoreana” w postaci emulatorów starych komputerów i konsol.
Namiot rozstawiony, piwko wypite, Kinekt ograny. Czekamy właśnie na rozpoczęcie turnieju w Forza3, na którym dostaniemy straszne wciry. Atmosfera fundaya wdarła się z impetem do Jury Krakowsko-Częstochowskiej i zostanie tu jeszcze na trzy dni.
Pierwsze wrażenia mega pozytywne, choć nie obyło się bez małego problemu przy rejestracji, który jednak szczęśliwie szybko zażegnaliśmy. W Xboksowym namiocie więcej konsol niż w zeszłym roku i, póki co, można było swobodnie pograć w wybraną pozycję. Nowych gier niestety raczej brak, ja zdążyłem ograć Crackdowna, Battlefielda i partyjkę w Split Seccond. Narazie czekamy co ciekawego Microsoft zorganizuje nam na powitalnym party, i przede wszystkim czego ciekawego dowiemy się na jutrzejszej konferencji.
PS; Trzymajcie kciuki za jutrzejszy turniej w Halo3
Dzisiaj postanowiłem ponarzekać na nową, dopiero co pojawiającą się modę, a mianowicie importowanie save’ów z poprzednich części gry. Owszem, pomysł jest nienowy, pojawił się chociażby w takim Baldur’s Gate 2 (rok 2000) , w którym można było wgrać sobie postać z „jedynki” ze wszystkimi statystykami itp. Ostatnio pojawiło się jednak rozwinięcie tego pomysłu, a mianowicie: Nie tylko postać pozostaje ta sama ale decyzje, które podjęła w poprzedniej części gry mają wpływ na fabułę w następnej. Cudo to wprowadziło BioWare w swoim Mass Effect 2 i chociaż na początku pomysł wydaje się genialny to wywołał u mnie mieszane uczucia.









