Podcast 2pady #23

Jutro moja osiemnastka, wreszcie będę grać w co chcę!

23 lipca 2010 |
Autor: Łukasz |

2

Do napisania poniższego tekstu skłoniła mnie pozornie błaha sytuacja, która wydarzyła się przed paroma dniami. Siedzę sobie wygodnie na fotelu bardzo zajęty nic nie robieniem, aż tu nagle dopada mnie chęć przerwania tego kreatywnego zajęcia i pójścia do kuchni celem zaparzenia sobie kawy. Jako że odzwyczaiłem się od przebywania w rodzinnym domu miejsca położenia takich substancji jak wspomniana kawa znów stały się tajemnicą. Udałem się zatem do pokoju, gdzie moja mama przyjmowała koleżankę z czasów studiów wraz z jej dziewięcioletnim synkiem. Zapytałem się mej rodzicielki gdzież to trzyma się u nas w domu kawę, nie zapomniawszy o ładnym „dzieńdobry” rzuconym w kierunku jej znajomej. Miałem już wychodzić, gdy kątem oka zobaczyłem, że dzieciak niezainteresowany rozmową pań gra sobie radośnie na PSP. Podszedłem do chłopca i zapytałem się: „w co tam grasz synu?”. Chłopak odpowiedział: „w GieTeA i nie jestem twoim synem bałwanie!” Po czym kopnął mnie w kostkę. Wyszedłem zatem z pokoju i rozmasowując stłuczoną nogę pomyślałem: „Co za cholerny bachor! To wszystko na pewno przez to GTA!”

polecamy   Jutro moja osiemnastka, wreszcie będę grać w co chcę!Dochodzimy zatem moi mili do ważkiego, choć wyświechtanego nieco, pytania o to czy małoletni mogą grać w brutalne gry, o wyższych kategoriach wiekowych. Większość zapytanych graczy udzielających się na różnorakich forach odpowie; oczywiście, że nie! Ponadto zaraz zacznie się dyskusja o mainstreemowych mediach, które widząc grające dzieci szerzą opinie, jakoby brutalne gry były tworzone z myślą o nich (dzieciakach, nie mediach). Zacznie się lament, że przez nieprzestrzeganie kategorii wiekowych gracze cierpią straszliwie, a nasze dobre imię jest zszargane niczym opinia ładnej dziewczyny lekko ubierającej się w małych, konserwatywnych wioskach (ladacznica cholerna tej!). Czyli co? Ramy wiekowe maja być przestrzegane bezwzględnie, a za ich łamanie grozić ma obcięcie kciuków, żeby w ramach nauczki nieszczęśnik nie mógł już więcej grać. Niby okej, bo mnie ten problem nie dotyczy, podobnie zresztą jak większości poznawanych w internecie graczy, bośmy dwudziestkę przekroczyli już jakiś czas temu.

No to teraz cofnijmy się do naszego wczesno nastoletniego, bądź jeszcze wcześniejszego wieku. I co widzimy? Siebie grających w GTA2, Quake’a, a wczesniej MortalCombat, czy Heretic. Trąci hipokryzją, choć można się usprawiedliwić, że wtedy gry nie były tak realistyczne jak dziś, przez co ukazywana przemoc nie była aż tak dokładna. Ja powiadam jednak (jako ten co naturalnie wie wszystko i do tego wie wszystko LEPIEJ), że bzdura to kompletna. No bo czy sekwencja wyrywania głowy wraz z kręgosłupem w Mortalu nie jest delikatnie mówiąc dość dosadna? Tym bardziej, że postacie były digitalizowanymi zdjęciami normalnych ludzi. A taki np. Carmageddon? Grafika owszem dość archaiczna, ale sam koncept premiowania mordowania całkowicie niewinnych ludzi jest zdecydowanie bardziej „mocny” od strzelania do żołnierzy w takim Call Of Duty 4. Ponadto nie wiem, czy nierealistyczna przemoc nie buduje w człowieku przekonania, że np. umieranie od ran postrzałowych wcale nie jest takie straszne. Być może dzieciak widząc zapłakanego, plującego krwią człowieka, którego ciało kompletnie porozrywał karabinem maszynowym, już więcej nie chciałby w coś takiego grać. Tak czy siak trzeba przyznać, że „za młodu” graliśmy w brutalne gry i kropka. Czy dalej sądzicie, że sztywne trzymanie się ograniczeń to dobry pomysł? Myśmy wszelkie ograniczenia delikatnie mówiąc olewali i pewnie większości wyrośli na porządnych ludzi.

polecamy   Jutro moja osiemnastka, wreszcie będę grać w co chcę!Wróćmy zatem do sprawy chłopka, od której zacząłem tekst. Zadajmy sobie proste pytanie: czy jeżeli byłby to nasz syn pozwolilibyśmy mu grać w GTA, czy jakiekolwiek inne tytuły o raitingu powyżej jego wieku? Odpowiedź wbrew pozorom nie jest taka prosta. Moda na dobieranie wiekowe gier dla dzieciaków jest skąd inąd całkiem słuszna. Tyle, że bardzo łatwo jest przegiąć i wpaść w nadgorliwość. Bo czy np. jest sens piętnastoletniemu chłopkowi zabraniać grać w Rezident Evil, albo Halo? Być może w ogóle nie trzeba niczego zabraniać, przez analogie do naszych własnych doświadczeń.

Jedyna sensowna odpowiedź to taka, że nie ma jednego, uniwersalnego rozwiązania. Moim zdaniem należy obserwować, analizować zachowania i osobowość własnego dziecka i dobierać mu gry całkowicie indywidualnie. Jeżeli widzimy, że nasza latorośl ma problemy z agresywnością, jest nadpobudliwa być może lepiej dla niej by było, aby nie obijała mord przeciwnikom w Tekkenie. Jeżeli mamy natomiast zupełnie zdrowego, spokojnego dwunastolatka, to chyba nie musimy się obawiać, że jego psychika skrzywi się po przejściu kampanii w Medal Of Honour.

Konkluzja jest prosta i banalna: im więcej czasu poświecimy na poznanie naszych podopiecznych tym lepiej dla nich. PEGI dzieci za nas nie wychowa.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Buzz
  • Twitter
  • Blip
  • Flaker
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Forumowisko
  • Digg
28

Łukasz

Łukasz Janasz

janaszl@wp.pl

Komentarze (2)

Moim zdaniem problem jest jeszcze bardziej skompliwoany. Czy Wasi rodzice pozwalali Wam grać w brutalne gry? Mi nie, ja tłukłem w Wolfa, GTA czy Carmagedon ukrywając się przed rodzicami. Świadomość, że robiłem coś „nielegalnego” z pewnością wpływała na moje odbieranie gry.

Druga sprawa to słynne „Ja się pytam! Gdzie byli rodzice” Od zawsze jedni rodzice mieli mniej czasu inni więcej dla swoich pociech, tyle, że dziećmi którymi nie miał kto się zając wychowywała ulica, podwórko, osiedle. Patologia powstawała więc tam gdzie się do niej przyzwyczailiśmy. Negatwyne emocje i energia była (i jest) wyładowywana na ulicy. Myśle, że ta cała jazda z grami budzi się z tego, że trudno przystosować się do myśli, że w całkiem normalnym z zewnątrz domu rodzi się jakieś odstępstwo od normy. To chyba bardziej niż dresiarstwo przeraża ludzi. Oto pożadni obywatele muszą sobie uświadomoć, że są zagrożeni. Dwadzieścia lat temu wystarczyło zamknąć dziecko w domu, niewypuszczać i nic z założenia, złego nie mogła się przytrafić. A teraz… TV, gry, internet wszystko jest w domu i demoralizuje ich dzieciaka. Ba! Problem jest o tyle większy, że wyżej wymienione są swego rodzaju wyznaczkiem normalności. Mam TV, konsole, PC z netem – wszyscy mają! a od czasu do czasu jakiemuś zwichniętemu dzieciakowi coś odpala, rzuca się na rodziców, albo co gorsza bierze siekiera, spluwe czy co tam ma i idzie robić rzeź.
Oczywiście winne są te wynalazki… Nikt nie zwraca uwagi na to, że tworzyły jakąś karykaturalną proteze rodziny i stały się jedynym wyznacznikiem moralności dla dzieciaka.

PEGI nic tu nie pomoże. Rodzice zawsze byli i będą na pierwszej lini.

Ciekawy tekst. Zgadzam się z wnioskami z przedostatniego akapitu – każdy człowiek, nawet ten mały, jest indywidualnością i powinien być tak właśnie traktowany. Sam będąc mały (i to naprawde mały – 5 lat) trzaskałem ostro w mortala i jemu podobne. A potrem z równym zapałem grałem w super froga. Bo jasno wiedziałem, że przemoc w grze to coś tak tom i jery – czyli całkowita fikcja i wytwór wyobraźni jakiegoś ludzi i nie należy przenosić tego do rzeczywistości.

Za to jak byłem już trochę starszy, nagle okazało się że mam charakter „Praworządny Neutralny” i bardzo mocno sam siebie pilnowałem, żeby nie robić nic co dla mojego wieku przeznaczone nie jest – nie paliłem, nie piłem, nie grałem w gry od 18 lat. Raz na 14 urodziny bodaj dostałem od wujka Blade Runnera – gra 16+. I naprawdę przez dwa lata nieofoliowana leżała na półce.

Przedmówca też ma racje w tym, że za wszelakie patologie tak naprawdę odpowiadają rodzice – to oni są od tłumaczenia dziecku co wolno,czego nie wolno i co jest prawdą a co fikcją.

Pozostaje jeszcze kwestia „Złych wpływów kolegów” – to niestety też wielki wpływ na latorośl. o wiele, wiele większy niż jakieś tam gry. Chociaż tutaj też przydają się rodzicie – jeżeli zawczasu uczulą dziecko na to w jakim towarzystwie się obraca i jakie cechy u ludzi są godne potępienia, to ten sam będzie niechętnie przystawał do „niedobrego” towarzystwa.

Napisz komentarz